OSOBISTA HISTORIA- WCZEŚNIAK

OSOBISTA HISTORIA- WCZEŚNIAK



Specjalnie na Waszą prośbę osobista historia. Co prawda do Międzynarodowego Dnia Wcześniaka jeszcze zdecydowanie ponad miesiąc, ale mój wpis na Fan Pagu wywołał lawinę. Blisko 70 tysięcy wyświetleń. Wasze komentarze, zdjęcia. Wasze historie. Poprosiliście o szczegóły więc tym razem nie o tym gdzie zjeść, gdzie pojechać czy co zobaczyć, ale moja historia. Nie przepadam za opowiadaniem o swoim życiu osobistym. Nie mam też w zwyczaju pokazywać swoich rodzinnych zdjęć. Tym razem temat ważny, cel szlachetny więc robię wyjątek i tylko na Waszą prośbę. Robię to dla wszystkich matek i ojców, którzy oglądają teraz swoje maluchy przez szklane szyby inkubatorów i zastanawiają się co dalej. Jak to co? Kurczę kochani!!!! Będzie dobrze!!! Musi być!!!
Historia dotyczy wcześniaków bo i Ja jestem wcześniakiem. Pojawiłem się na świecie nieco ponad dwa miesiące za wcześnie. Miał być koniec września. Jednak pierwszy, bardzo słaby oddech, złapałem 14 lipca. To zresztą było jak cud. Rodzice bardzo długo próbowali. Bardzo chcieli, ale nie mogli. Kiedy zdecydowali się skorzystać z innych możliwości mama poszła na jedno z ostatnich badań i okazało się ,że nie ma powodu korzystać z innych możliwości, bo jest w ciąży Wielka radość, ale też stres. Bo Ja bardzo chciany, wytęskniony, a tu jeszcze 9 miesięcy. Z opowiadań mamy wiem ,że wszystko przebiegało normalnie, zdrowo, tradycyjnie tak jak w każdym „maminym” brzuchu. Do 14 lipca. Zaczęło się w pracy i to poza miejscem zamieszkania. Wyjątkowo pacjentów przyjmowała jakieś 20 km od Zielonej Góry gdzie się urodziłem. Jak na złość postanowiłem wziąć mamę z zaskoczenia i nie dość, że dużo za wcześnie to jeszcze kawał od szpitala.


Niewiele brakowało ,żebym przyszedł na świat w karetce, ale kierowca jechał tak szybko i tak ostrożnie . Delikatnie, bezwstrząsowo, że udało się dotrzeć do szpitala. Z opowieści mamy wiem, że tam już wszystko toczyło się tak jak w szpitalu na Oddziale Położniczym toczyć się powinno. Poród przyjmowała Pani doktor Krystyna Żurawska. Żyję właściwie tylko dlatego ,że natychmiast podjęła decyzję o umieszczeniu mnie w inkubatorze. A ten był wyjątkowo wolny i nagrzany. W latach kiedy się rodziłem to nie była norma. Na oddziałach sprzęt był jaki był i było go tyle ile było. W moim przypadku jak wspominała mama może 4? Może 5? Inkubatorów na cały oddział. I jeden był wolny. Jakby KTOŚ trzymał rękę na pulsie. Kochani rodzice wcześniaków teraz oddziały są wyposażone świetnie. Moje czasy, a teraźniejszość to tak jak porównać malucha, fiata 126P do najnowszego Maseratti. I większość z nich oklejona czerwonymi serduszkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Energia Jurka Owsiaka każdego roku pozwala zbierać gigantyczne sumy na wcześniaki. Wiem co mówię. Ostatnio byłem w Poznaniu w Szpitalu Położniczym , jednym z największych. Ma 3 miejsce w Europie pod względem urodzeń. Widziałem oddziały położnicze, neonatologiczne. Sprzętu bardzo dużo. Najnowocześniejszy. To jedno. Drugie to specjaliści. Profesorowie, lekarze, pielęgniarki . Cały personel. Kiedyś 2 miesiące za wcześnie to był kłopot. Teraz? Z wcześniaczej opresji ratuje dużo mniejsze „kruszyny”.

W inkubatorze spędziłem dużo czasu. Może miesiąc? Może trochę dłużej? Były problemy z jedzeniem, oddychaniem, ale powoli, krok po kroku. Z pomocą lekarzy, personelu i rodziców poprawiało się. Do tego stopnia ,że tak się w inkubatorze „rozkokosiłem”, że dostałem ksywkę „Ekshibicjonista” bo co mnie zawinęli w becik to się rozkopałem i leżałem na golasa W końcu tak najlepiej. Wzruszają mnie historie mamy jak siedziała przy inkubatorze, śpiewała, głaskała, płakała. Opowiadała ,że smoczek zakrywał całą małą główkę. Był większy od głowy.
Mama zawsze wierzyła. To znaczy jak mówi bała się, ale kiedy przychodziła do mnie do inkubatora zawsze starała się myśleć pozytywnie i uśmiechać się. Zero łez i smutku. Dlaczego? Bo wcześniaki są jak małe szczeniaczki. Niby nie widzą, niby nie słyszą, ale dokładnie wiedzą co gdzie i jak. Gdzie mama, gdzie mleko i jakie emocje wokoło. Nie wiem co na to specjaliści, ale ja wierze mocno w to ,że maluchy w tych szklanych kapsułach kosmicznych czują dokładnie co je otacza. I jak mama i tata spokojni, uśmiechnięci to one te z czują się bezpiecznie. Dlatego KOCHANI , nawet jak broda się Wam trzęsie to pamiętajcie ,że Wasza córka, syn , bliźniaki i inne wcześniaki ( co za rym) dokładnie wyczuwają emocje. Tak myślę. Śpiewajcie im, opowiadajcie jaki jest dzień. Co czeka na nich w domu. To daje siłę. A siła to bardzo dużo. Nawet taka mała.
Potem po wyjściu ze szpitala opieka nad wcześniakiem też nie jest taka łatwa. Ja? Bardzo wrażliwy, niechętny do jedzenia. Jedzenie przynajmniej do 5 roku życia to był dramat. Byłem dzieckiem typowo książkowym. Jak specjaliści napisali ,że wcześniak ma zjeść tyle do dokładnie tyle dostawałem. Jak się okazywało, że spacer do 45 minut. To jak rodzice wracali po 40 minutach to 5 minut „dokręcali” wokół bloku. I tak dalej.
Ponad dwa miesiące za wcześnie, a jednak udało się. Zdrowy, silny, normalny, choć przyjaciele mają wątpliwości i podobno jeszcze nie straszy po zmroku. Choć mam wrażenie ,że zdecydowanie zyskuję w ciemności. U Was też tak będzie. Tylko projektujcie, afirmujcie i wierzcie. Jeśli pomaga Wam modlitwa to módlcie się. Kiedy jednak wchodzicie do swojego malucha UŚMIECH, ENERGIA ta dobra i do przodu!!!!! Będzie dobrze bo musi!!!
Pokazuje Wam kilka swoich zdjęć. Na tych czarno białych z mamą, tatą i babcią już jako młodzian po walce.

Dla porównania teraźniejszość!!!

Bo musi być dobrze!!!

 

  

Please follow and like us:

1 thought on “OSOBISTA HISTORIA- WCZEŚNIAK”

  • Panie Bartku dziękuje z całego serca za ten post bo ja też urodziłam się jako wcześniak i mój mąż też jest wcześniakiem. Czytając Twoją historię doskonale rozumiem Cię jakie to są uczucia kiedy jesteś wyczekiwanym dzieckiem i nagle robisz „psikusa” mamie i przychodzisz o dwa miesiące za wcześnie na świat. Ja tez urodziłam się w 7 miesiącu z wagą: 980g i 46cm dł..i dostałam tylko trzy punkty Apgar za czynność serca, napięcie mięśni i oddech ale za ten oddech to taki punkt pod znakiem zapytania. Pamiętam jak mi mama opowiadała, że kiedy się urodziłam a był to poród pośladkowy to wszyscy zamarli z przerażenia i myśleli, że nie żyję bo nie wydałam żadnego płaczu i byłam cała fioletowa i nawet przysłowiowy klaps nie zadziałał od razu, ale jak już wydarłam się to chyba połowa oddziału mnie słyszała Jak dobrze Bartku, że kiedy Ty pięć lat przede mną się rodziłeś to były już inkubatory bo bez tego nie miała bym ja i kolejne wcześniaki szans na przeżycie. Też się grzałam jak Ty to nazywasz w tej kapsule i spędziłam w niej miesiąc czasu. Dziś nie wyobrażam sobie żeby tego sprzętu nie miało być w szpitalach i wielu innych do ratowania życia i dobrze że są i że WOŚP robi i odwala kawał świetnej roboty. Niech będą to robili jak najdłużej a ja na pewno będę ich wspierać bo ten sprzęt uratował mi,mojemu mężowi ( 6miesiac jak się urodził) Tobie Bartku życie i wielu innym dzieciom i jeszcze wielu uratuje bo ja mocno w to wierzę że tak będzie. Jeszcze raz dziękuje za posta bo o tym trzeba mówić i pisać Bartku choćby po to, żeby wspierać tych którzy boją się, ale to jest normalne i nie zawsze mają wsparcie ze strony bliskich, że o to maleńkie życie wcześniaka trzeba walczyć zawsze i myśleć pozytywnie. Tak na koniec chciałam dodać,że my wcześniaki jesteśmy fajni i mamy ogromnie dużą wrażliwość i na pewno musimy trzymać się razem.Pozdrawiam serdecznie ☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
INSTAGRAM