WYWIAD DLA BUSINESS & PRESTIGE

Pogodny i uśmiechnięty Pan z Dzień Dobry TVN. Gaduła. Sam o sobie mówi, że wszędzie go pełno. I dobrze, bo wszyscy bardzo lubimy oglądać jego wystąpienia. Bartek Jędrzejak – prezenter pogody, dziennikarz, człowiek stworzony do przemawiania do ludzi. Swoją wiedzą dzieli się prowadząc warsztaty, a dobrem – pomagając potrzebującym.

O pracy, smakowaniu życia, sympatii do ludzi, i o tym komu pozwala deptać sobie po piętach – w rozmowie z Dominiką Job dla portalu Business & Prestige.
Rozmawia Dominika Job
Zdjęcia: Olga Jędrzejewska Photography

Spotykamy się w ekskluzywnych wnętrzach hotelu Blow Up Hall 5050 w Poznaniu. Dyrektor Marta Klepka wita nas z otwartymi ramionami. Zasiadamy, pijemy kawę, rozmawiamy. Przed nami jeszcze sesja zdjęciowa z Olgą Jędrzejewską. Bartek czuje się tu jak w domu, a ja będąc w tak miłym towarzystwie nie zauważam nawet, że przegadaliśmy pół dnia.

B&P: Przygotowując się do wywiadu znalazłam o Tobie bardzo dużo informacji. Jest tyle ścieżek, które doprowadziły Cię do momentu, w którym jesteś teraz, że aż nie wiem od czego zacząć. Wymyśliłam sobie, że może w takim razie zaczniemy od rozmowy o pogodzie. (śmiech)

Bartek Jędrzejak: Wszyscy pytają mnie o pogodę, więc jestem na taką rozmowę zawsze przygotowany. (śmiech) Ludzie często dopytują jaki będzie weekend, jakie będzie lato, zima, jaka będzie pogoda następnego dnia. Mówią że w sobotę mają ślub i pytają o pogodę pod kątem ubioru. „Mam komunię dziecka, jaka będzie pogoda?”, „Mam grilla…”, „Gdzie pojechać na rower ze znajomymi?”, itd.

B&P: Ale przecież Ty nie jesteś synoptykiem, prawda?

Nie, ale jako prezenter pogody muszę być zawsze przygotowany. Na co dzień pracuję z  synoptykiem, a mając dyżury w Dzień Dobry TVN codziennie, mam tę ciągłość pogody i wiem jak ona się zmienia. To nie jest tak, że prezenter pogody nie wie o czym mówi.
W pierwszy gorący dzień lata ludzie mówią „Panie Bartku, jak długo będzie tak gorąco?”. Potem wszyscy czekają na śnieg, trochę posypie i już jest pytanie: „Kiedy ta zima się skończy?”. Więc jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim jeżeli chodzi o pogodę dogodził. (śmiech)

B&P: Praca prezentera pogody wiąże się z tym, że często wyjeżdżasz, podróżujesz. Poznajesz nowych ludzi i nowe miejsca. Mogłoby się wydawać, że jest to męczące w  jakiś sposób, a ja mam jednak wrażenie, że jest to coś, co Cię jeszcze bardziej nakręca do pracy.

Faktycznie, podczas każdego sezonu Dzień Dobry TVN przejeżdżam tysiące kilometrów, odwiedzam wiele miejsc i poznaję setki ludzi. A Polska jest piękna! Cudze chwalicie, swego nie znacie… Mimo że jeżdżę również prywatnie po świecie, to właśnie podczas wyjazdów z prognozami pogody zobaczyłem miejsca, o istnieniu których nawet nie wiedziałem. Na przykład czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w Polsce na północnym wschodzie mamy piramidę? Jest ona własnością bardzo bogatego hrabiego, który niedaleko miał zamek. Był on zakochany w Egipcie i kazał siebie wraz z rodziną pochować właśnie w piramidzie. Oczywiście ona jest dużo mniejsza niż piramida Cheopsa, ale tak samo odpowiednio ustawiona do słońca.
Albo przepiękny zamek Krzyż Topór – Polski Wersal. Ruiny zamku. Kiedy w Wersalu wylewano zawartość nocników przez okna, ten zamek był już całkowicie wyposażony w toalety z bieżącą wodą. W stajni przy zamku lustra były w pięknych złoconych ramach, wykładane marmurami. Właściciel tego pałacu dorobił się na handlu solą, która kiedyś była uważana za złoto. Legenda głosi, że z  obawy przed wybuchem wojny wykopał do pobliskiej miejscowości tunel, który był wysypany solą, by w razie ucieczki konie ciągnęły jego sanie jak po śniegu.
Takich historii w Polsce jest mnóstwo. Z jednej strony bardzo mi się to podoba, że jeżdżę po kraju i je poznaję, nakręca mnie to. Jednak czasami są takie momenty, kiedy kolejny raz wsiadasz do samolotu lub pociągu i wiesz, że omijają Cię kolejne urodziny znajomych czy impreza rodzinna – bo akurat przypadł mój dyżur.
Także medal ma zawsze dwie strony, natomiast podsumowując, ja jestem szczęściarzem, bo robię to co lubię i jeszcze mi za to płacą. (śmiech)

B&P: A co robisz, żeby odpocząć od pracy? Ja na przykład relaksuję się w podróży, ale ponieważ wyjazdy to Twoja praca, masz na to jakiś swój sposób?

W sezonie Dzień Dobry TVN tyle się nalatam samolotami i najeżdżę pociągami, że gdy wyjeżdżam na wakacje, staram się opracować jak najkrótszą trasę. Czyli wyjazdy tak, ale niekoniecznie ze zwiedzaniem i robieniem zdjęć przy każdej turystycznej atrakcji. Na wakacjach chcę się zrelaksować, odpocząć i pobyć sam ze sobą. Najczęściej zatrzymuję się w wynajmowanych apartamentach albo małych mieszkaniach. I tu wcale nie chodzi o to, żeby były ekskluzywne, tylko takie, dzięki którym poznam klimat danego miejsca. Lubię wstać rano, iść na targ, kupić lokalne pieczywo, oliwę, fajny ser, którego nigdy w życiu nie jadłem, wrócić do domu i zrobić sobie śniadanie. Nie spieszę się na hotelowe posiłki lub godziny odjazdu zaplanowanej wycieczki. Próbuję owoców, których nie ma w Polsce. Obiadokolację jem w jakiejś fajnej knajpce lub sam gotuję, jak na przykład homara na Sycylii. Nie wyszedł idealny, ale wraz z bliskimi mieliśmy świetny ubaw podczas wspólnego przyrządzania kolacji.
Miałem w swoim życiu historie dużych hoteli, spa, leżenie, odpoczywanie, korzystanie z życia, ale teraz mi to nie odpowiada. Wręcz przeciwnie, teraz lubię swojski klimat: Mazury, mały domek, lasek wyprowadzony z tego domu, pomost do jeziora, w domku moi przyjaciele, bliscy – lubię tak odpoczywać. Staram się korzystać z życia, bo 14 lipca stuknęła mi 40-tka, daj Boże – połowa życia.

B&P: Ty masz 40 lat? Nie powiedziałabym!

Tak, rocznik 1977. Jestem zodiakalnym rakiem, a przy okazji bratem bliźniakiem Marcina Prokopa. (śmiech) Urodziliśmy się w tym samym dniu, miesiącu i roku, a różnica między nami to kwadrans. Odkryliśmy to kiedyś podczas rozmowy zupełnie przez przypadek.

B&P: A wcześniej czuliście „connection” między Wami?
Ja w ogóle dobrze czuję się z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem. Uwielbiam ich. Bardzo kręci mnie praca z nimi, przepadam za ich poczuciem humoru. Nazywamy siebie trójkącikiem. (śmiech) Oni nazywają mnie pieszczotliwie swoim dzieckiem, wiec zawsze się z nimi kłócę, że skoro tak, to mogliby mi dawać kieszonkowe. (śmiech)

B&P: Sprawiasz wrażenie bardzo pozytywnego i ciepłego człowieka. Bije od ciebie jednocześnie radość i spokój wewnętrzny – taka harmonia. A jaki jesteś prywatnie?
Staram się być pozytywnie nastawiony do życia, ale mam również momenty, kiedy życie przywali kopa w tyłek i moje samopoczucie jest złe. Potrafię się wkurzyć. W dodatku jestem meteopatą, czyli reaguję na zmiany pogody. Często odczuwam też brak słońca i niestety odziedziczyłem po mamie migrenę. Także różnie z tym bywa. Generalnie jestem miły, uśmiechnięty i towarzyski, ale zdarza się, że wstanę lewą nogą.

B&P: Miewasz fochy i humory?

Jak każdy. Czasami głupia rzecz potrafi mnie wyprowadzić z równowagi.
Ostatnio wracałem wieczorem zmęczony z pracy i chcąc być jak najszybciej w domu, jechałem lewym pasem. Samochód przede mną jechał wolno, więc w końcu zacząłem na niego trąbić. Wymijam, a tu okazuje się, że za kierownicą siedzi piękna dziewczyna, a na siedzeniu obok leży wózek inwalidzki. W tym momencie zrobiło mi się gorąco, pomyślałem sobie „Co ja robię?!”. Wróciłem do domu i napisałem post na Facebooku: „Droga dziewczyno, jeżeli kiedyś trafisz na ten wpis i przypomnisz sobie kretyna, który trąbił, to po prostu Cię przepraszam”.
Takich sytuacji zdarza się więcej. Na przykład kiedyś zatrzymuję się na przejściu, na które wchodzi starsza pani, a ja zdenerwowany mówię do siebie: „Szybciej kobieto, ja się spieszę!”. Miałem otwarte okna, pani zatrzymała się na tych pasach i mówi: „A w prognozie pogody taki miły i  sympatyczny…”. (śmiech) Ale ja się tego nie wstydzę, czasem tak po prostu się dzieje.

B&P: Twoje pierwsze występy przed widownią możemy datować na występy z Zespołem Pieśni i Tańca? To wtedy zachciałeś więcej, poczułeś, że scena i  publiczność to Twój żywioł?

Buzia nigdy mi się nie zamykała. (śmiech) Mnie zawsze było wszędzie pełno. Tak, to wtedy zaczął się kontakt ze sceną, z żywą publicznością. Ale tego było mi mało, więc jeszcze w liceum poszedłem do TV w Zielonej Górze i powiedziałem, że chcę robić program młodzieżowy.
Gdy z zespołem jeździliśmy po świecie i trzeba było udzielić wywiadu, to zawsze ja byłem do tego wypychany. Kiedyś dyrektor festiwalu folkloru w Zielonej Górze wpadł na pomysł, żeby nie był to tylko festiwal dla dorosłych zespołów, ale również dziecięcy. Poprowadziłem ów festiwal, a potem drugi, trzeci, piąty.
Od tego wszystko się zaczęło. Od tych wystąpień publicznych, kontaktu z żywą publicznością, praca w telewizji, w szkole. Teraz mam studentów, których uczę. Takich, którzy marzą by robić karierę w telewizji i być drugą Moniką Olejnik, Tomaszem Lisem czy Bartkiem Jędrzejakiem. Często na zaliczenia przygotowują mi prognozy pogody i  mówię; „Depczecie mi po piętach”. (śmiech) Uczę ich metody i techniki prezentacji, szkolę jak mówić.

B&P: To jest bardzo fajne, że dzielisz się swoją wiedzą, tym bardziej że, jak sam zauważyłeś, strzelasz sobie tym w kolano…

Może tak być, że kiedyś ktoś po moim szkoleniu przyjdzie do redakcji Dzień Dobry TVN i powie, że chciałby tu pracować. Moi szefowie mogą stwierdzić, że już się ograłem i że już mi dziękują, a  moi studenci będą świetnie przygotowani i zajmą moje miejsce. (śmiech)
A tak zupełnie poważnie, to mówiąc wystąpienie publiczne myślimy o ogromnym festiwalu, wielkim evencie czy o gali, a tak naprawdę wystąpienie np. prawnika w sądzie, gdzie ma sędziego i ławników, również jest wystąpieniem publicznym. Nauczyciel przed uczniami w szkole albo szef składający życzenia dla zespołu – to również wystąpienia publiczne. I my z nimi mamy duży problem, ponieważ z domu wynieśliśmy, że z rodzicami się raczej nie dyskutuje – rodziców się słucha i  szanuje. Z dziadkami podobnie. Gdy dziecko jest rezolutne i dużo mówi, to rodzice otrzymują wezwanie do szkoły: „Proszę przyjść, bo dziecko przeszkadza, zabiera głos niepytane, kłóci się z  nauczycielem, zawsze ma swoje zdanie”. Idziemy do liceum, podobna sytuacja. Na studiach z  profesorem też się nie dyskutuje, bo możemy nie zdać egzaminu końcowego. I nagle idziemy do pracy i okazuje się, że nikt nas nie do tej pory nie nauczył prezentacji i wystąpień publicznych…
W dzisiejszych czasach prezentacje robi się prawie w każdej firmie. Nie są to już tylko slajdy, na których masz dokładnie napisane co powiedzieć. Jest to nudne. Teraz prezentacja ma maksymalnie 5 slajdów i one są tłem do tego co mówisz.
Możemy mieć idealną wiedzę na dany temat, jednak gdy podczas wystąpienia zaczynamy się krztusić, pocić, robią nam się wielkie spocone placki pod pachami i  na plecach – zaczynamy o tym myśleć, rozpraszamy się i cała prezentacja nam się sypie.
Uczę jak sobie z tym radzić, jak tego uniknąć. Nie uczę z książek, nie powołuję się na ludzi – ja dzielę się tym, czego nauczyłem się przez lata. W tym roku stuknie mi 20 lat pracy zawodowej, pracy przed kamerą, wystąpień publicznych, prowadzenia imprez. Dzielę się tym co mnie spotkało, co mi się nie udało, czego się nauczyłem, czego nie powinno się robić. Podaję to w formie ćwiczeń. Podczas zajęć biegamy, jemy słodycze, prezentujemy – to są bardzo interaktywne zajęcia, bo każdy na własnej skórze musi zdiagnozować w jaki sposób stres na niego działa, bo wtedy będzie potrafił sobie z tym poradzić.

B&P: Zastanawiam się, czy chęć dzielenia się swoją wiedzą spowodowana jest doświadczeniem, kiedy ten jeden, jedyny raz w życiu zaniemówiłeś… i to przed papieżem?
Faktycznie była taka sytuacja, że podczas trasy zespołu zatrzymaliśmy się w Watykanie, gdzie papież Jan Paweł II przyjął nas na osobistej audiencji. Ponieważ to ja zawsze byłem chętny do wypowiedzi, dostałem polecenie, by wręczyć papieżowi prezent. I wtedy się zaczęło… Nikt nas nie przygotował jak się do niego zwrócić – Ojcze Święty, Karolu Wojtyło, jego ekscelencjo, jego eminencjo, papieżu…? Ja byłem młody, doszły nerwy i napięcie, trzymałem ten prezent, a papież podszedł do nas, popatrzył na mnie, ja na niego… I cisza! Po chwili papież pyta: „To dla mnie?”, ja odpowiadam: „yhyy”. Papież na to: „Nie będziesz ze mną rozmawiał?”. (śmiech) Odpowiedziałem że będę i wtedy jakoś mi puściło. Niesamowite spotkanie. Cudowne. Będę to pamiętał do końca życia.

B&P: Co jest najważniejsze w sytuacji wystąpienia publicznego?
Najważniejsze jest to, żeby nikogo nie udawać. Ja jestem taki jaki jestem, a w dodatku wszystko mam wypisane na twarzy – nic się nie da ukryć. Każdy mi mówi, że mam bardzo plastyczną buzię i jak czasami coś mi się nie podoba albo myślę sobie w głowie, to od razu po mnie to widać. Ale ludzie mi zaufali i taki chcę być, naturalny i prawdziwy.

B&P: Masz jakieś wskazówki, kilka złotych zasad, które można dać osobom chcącym występować publicznie, na antenie, czy też w takich codziennych sytuacjach? Jak sobie radzić ze stresem?
Trudno powiedzieć w jednym zdaniu i trudno podać klika prostych zasad. Na pewno nigdy nie wolno uczyć się wypowiedzi na pamięć, ponieważ gdy z różnych powodów wypadnie nam jedno słówko, to skupienie na tym zawali nam całą konstrukcję wypowiedzi.
Kiedy występujemy publicznie przed dużą grupą ludzi, dobrze jest patrzeć w tłum i znaleźć sobie tam jedną twarz, która jest uśmiechnięta, mruga do nas i czujemy z nią fajny kontakt. I trzeba mówić do tej osoby. Nie przejmować się tym, że na sali są również ludzie, którzy wyciągają komórki i są znudzeni, a inni mają kaca czy się nie wyspali.
Ważne jest również, żeby dobrze przygotować się do miejsca. Przejść trasę, którą będziemy szli, wejść na scenę, poznać się z otoczeniem. Wziąć mikrofon do ręki, posłuchać jak będzie brzmiał nasz głos. Przelecieć całą prezentację, zobaczyć w którym miejscu klikamy, gdzie jest pilot, gdzie leżą długopisy. Jeżeli podczas prezentacji będziemy schodzić ze schodków, trzeba nimi zejść dwa, trzy razy na próbę, by nogi i mózg się przyzwyczaiły, by nie było to nowe. Trzeba maksymalnie ograniczać sytuacje stresogenne dla organizmu.
Samo wystąpienie publiczne jest już stresem. I to też nie jest tak, że ja występuję przed kamerą od lat, więc łatwo mi to przychodzi. Gdyby tak było, szybko pojawiłaby się rutyna, a wtedy należy spakować walizki i zmienić pracę. Ja też się stresuję, gdy wychodzę na scenę, tylko umiem ten stres opanować i go po mnie nie widać. Panika przed występem zdarza się najlepszym, tylko wtedy trzeba umieć zareagować. A poza tym należy wiedzieć co chcemy powiedzieć i mówić do ludzi ciekawie i ze spokojem, by ładnie wybrnąć, gdy nam się coś pomyli.


B&P: A co jest ważnym dodatkiem do tej treści, czyli tego co wypowiadamy? Co jest równie ważne, a może najważniejsze – gestykulacja, intonacja, wygląd?
Wszystko jest ważne i musi być kompatybilne z tym co mówimy. Są możliwości opanowania gestykulacji, gdy sytuacja tego wymaga, ale są sytuacje, że jest ona jak najbardziej wskazana. Wszystko musi być też odpowiednio dopasowane do osoby. Najważniejsze jest, żeby być sobą, bo jeżeli podczas prezentacji będziemy udawali kogokolwiek, to na pewno dobrze to nie wyjdzie. W telewizji najgorsze są właśnie nieudolne kopie. Nie będzie drugiego Oliviera Janiaka, bo on jest tylko jeden. Trzeba znaleźć na siebie swój sposób. Nie da się być Kubą Wojewódzkim, bo on jest tylko jeden. Nie da się być drugą parą Wellman – Prokop, oni są jedyni w swoim rodzaju. Co innego jest wzorować się na kimś, mieć autorytet i mentora – to mobilizuje do dalszej pracy nad sobą i to jest dobre.

B&P: Jakie są jeszcze błędy, których możemy uniknąć nawet bez wielkiej znajomości tematu? Może wystarczy pamiętać o kilku drobnych szczegółach? Nie kopiujemy, uczymy się opanować stres – zapamiętane! A jest coś, czego bezwzględnie nie można robić jeśli chcemy, by nasze wystąpienie się udało?


Na pewno nie biegamy. Kiedy prezentację zaczynamy o określonej godzinie w sali konferencyjnej, a w ostatnim momencie stwierdzamy, że zapomnieliśmy czegoś z pokoju, to nawet gdybyśmy mieli tę prezentację rozpocząć 2, 3 minuty później – idziemy spokojnie. Nie ma niczego gorszego podczas prezentacji niż zadyszka. Jesteśmy w stanie chwilę uspokoić oddech i wydaje nam się, że jest ok, ale gdy zaczniemy prezentację, nagle pojawi się dławienie i krztuszenie.
Nie jemy też słodyczy przed prezentacją, ponieważ przyspieszają pracę kubków smakowych. Zaczynamy wtedy produkować ślinę, zbiera się nam w kącikach ust albo zaczynamy pluć, bo język się ślizga.
Jest mnóstwo zasad, którymi się dzielę. To jest dokładnie to, co ja przeżyłem w swojej pracy. Czasami to są tak proste rzeczy, że gdy kończę prezentację ludzie mówią „Bartek, to są oczywistości, ale nikt nam na to wcześniej nie zwrócił uwagi”. Oczywiście ważne jest też to jak wyglądamy i jak jesteśmy ubrani. Wszystko musi być dopasowane, będziemy wtedy wiarygodni jeśli te składowe – zachowanie, gestykulacja, tembr głosu, ubiór, sama prezentacja, zachowanie na scenie i mowa ciała – będą spójne, takie jak my.
Zwracam też uwagę na czystość mówienia. Nie mówimy „jes” tylko „jest”. Jak sobie wbijemy to do głowy i będziemy pamiętać, to na początku będzie wydawało się to nienaturalne, jednak po jakimś czasie mózg to zapamiętuje. Polecam też głośno do siebie czytać, żeby posłuchać swojego głosu, jaki on jest, jaki ma tembr. Jak czytamy, jak wymawiamy końcówki. Po jakimś czasie pewne rzeczy wyłapujemy i będziemy je poprawiać.

B&P: A jak to jest z osobami nieśmiałymi? Bo zdarza się, że ktoś jest świetnym biznesmenem albo wybitnym specjalistą w danej dziedzinie, potrafiłby wypowiedzieć się na różne tematy, ale… no właśnie – co się dzieje, że nie mogą tego zrobić?
Trzeba znaleźć podstawę tej nieśmiałości, najlepiej podczas osobistych spotkań. Czasami podłoże jest zupełnie gdzieś indziej, np. ktoś czuje się dużo brzydszy niż jest, więc wstydzi się występować publicznie. Komuś się wydaje, że ma za wysoki, piskliwy głos, a wcale tak nie jest. Ktoś myśli, że gada głupoty, bo na ostatniej prezentacji ktoś z widowni się zaśmiał, a być może nie z niego tylko z  jakiegoś kawału, który ktoś mu na ucho wtedy opowiedział. Warto sobie u psychologa pewne rzeczy zdiagnozować i przepracować. W Polsce to wstydliwy temat, a na przykład w Stanach każdy szanujący się biznesmen, specjalista ds. marketingu, właściciel firmy – każdy kto o siebie dba – oni po prostu chodzą do psychologa. Ja nazywam to dbaniem o higienę psychiczną i jak najbardziej uważam, że warto nad sobą pracować.

B&P: Mówiłeś też o tym, żeby nie uczyć się na pamięć. Również jestem zwolenniczką takiego podejścia, choć wiąże się z tym duża doza spontaniczności. Na pewno jest to rozwiązanie dla każdego?
Przede wszystkim trzeba wiedzieć co chcemy powiedzieć. Nie uczyć się na pamięć, ale nadać wypowiedzi pewne ramy, trzymać się ich i po prostu mówić. Dzień przed prezentacją przeglądnij ją sobie, poćwicz. Jeżeli nie całość, to chociaż początek, bo ludzie zapamiętają właśnie to, jaki masz start.

 

B&P: Zdarzają się pewnie jakieś wpadki, zwłaszcza na wizji, niespodziewane, śmieszne sytuacje – jak sobie radzić w takich momentach?
Ależ pewnie, całe mnóstwo! A to się przewróci mapa, a to jestem na wizji i o tym nie wiem, itp. Różne rzeczy się dzieją, trzeba wtedy reagować. Na szczęście widzowie mają dużą dozę wyrozumiałości dla nas. Mają świadomość, że program na żywo trwa ponad trzy godziny, w  związku z czym wszystko się może wydarzyć. Tu nic nie jest nagrane i odtwarzane, nie można niczego wyciąć, po prostu tak to wygląda. Taka jest nasza praca i ryzyko w nią wpisane.
W sytuacjach nieplanowanych najgorszy jest brak reakcji. Jak się coś wokół Ciebie dzieje, to skomentuj to, nie zachowuj się jakby nic się nie stało.

B&P: Na koniec chcę poruszyć temat akcji charytatywnych, w których wiem, że bierzesz udział. To naprawdę godne podziwu, że osoby publiczne, znane i lubiane, angażują się w pomoc dla drugiego człowieka. Dajesz tym wspaniały przykład.Nasz portal współpracuje z Drużyną Szpiku, którą również wspierasz. Zastanawiam się jak Ty, osoba zapracowana, w tym trybie zabiegania znajdujesz czas, siły i chęci na to, by pomagać innym?
Trudno mi się mówi na ten temat, ponieważ kiedyś usłyszałem, że pomaganie nie jest publiczne i  nie powinno się o tym mówić, a ci, którzy tak naprawdę pomagają, robią to po cichu. Bo niby działalność charytatywna nie jest na czerwone dywany i flesze, a tylko ci, którzy robią niewiele, zazwyczaj głośno o tym mówią.
A ja sobie myślę tak: gdy publicznie powiem, że kogoś wspieram i pomagam, to może spośród tych tysięcy ludzi, których mam na swoich portalach społecznościowych i milionów, którzy mnie oglądają /Dzień Dobry TVN jest nadawane na całym świecie/, to jeżeli chociaż kilka osób powie: „O, jeśli Jędrzejak pomógł, to ja też tak zrobię” – to jest to już dużo. Nie trzeba krzyczeć o tym, że się pomaga, ale na pewno warto o tym mówić. Poza tym pomaganie jest ogromną radością i chcesz się nią dzielić.

Niedawno napisała do mnie dziewczyna z małej miejscowości na Śląsku: „Bartek, musimy pomóc rodzinie: ona – matka samotnie wychowująca dziecko, urodziło jej się teraz kolejne. Syn nastolatek nie chodzi do szkoły, bo ma jedną parę butów, parę spodni i jedną kurtkę…”. Poza tym, że wpłaciłem pieniądze, przejrzałem też wszystkie swoje rzeczy w szafie i na drugi dzień zawiozłem tam ogromne wory ubrań dla tego chłopaka. W większości to były rzeczy nieużywane, tylko kupione i rzucone gdzieś tam w kąt. Myślę że jest teraz jednym z najlepiej wystylizowanych chłopaków w  szkole. (śmiech) A najważniejsze, że już nie będzie się siebie wstydził.
Jaki był odzew ludzi? To był mój jeden wpis na Facebooku… Ludzie zaczęli wysyłać pieniądze, ktoś dał łóżeczko dla dziecka, ktoś inny wózek. Tu się znalazł ktoś, kto piec zamontował w domu, tu ekipa, która coś tam murowała, naprawiała, itd.
A w Polsce to jest tak, że gdy Dorota Wellman wzięła udział w reklamie i część zarobionych pieniędzy przeznaczyła na cele charytatywne, od razu posypały się komentarze, że zrobiła to tylko na odczepnego. Otóż nie! Dała, bo ma dobre serce. A gdyby tak każda gwiazda, która zarabia coś na reklamie, przekazała część sumy na pomoc potrzebującym…?
Czasami gdy jestem w Poznaniu jadę na oddział onkologii do dzieci wspierać Drużynę Szpiku. Nie zawsze jest taka możliwość, ostatnio na przykład oddział był zamknięty ze względu na panującą grypę – jednak zawsze gdy tylko mogę, staram się pomagać na różne sposoby i wspierać takie piękne inicjatywy.

B&P: Bartku, na koniec poproszę Cię o dokończenie kilku zdań:
Najbardziej doceniam… szczerość do bólu i bezinteresowność.
Uwielbiam dni, kiedy… czas działa na moją korzyść i nigdzie nie muszę się spieszyć…
W podróż nie wybiorę się bez… telefonu, czegoś dobrego do czytania i planu podróży. Ważne jest też dobre towarzystwo.
W sobie lubię… Nie jest to łatwe, ale staram się lubić wszystko, bo człowiek, który lubi siebie – lubi też innych.
Życie kocham za… życie. I niech trwa jak najdłużej!

B&P: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Dominika Job, kierownik redakcji Business & Prestige

 

 

Please follow and like us:
Tagged with:

1 thought on “WYWIAD DLA BUSINESS & PRESTIGE”

  • Jeszcze raz Panie Bartku gratuluje świetnego wywiadu i pięknej sesji zdjęciowej we wnętrzach hotelu Blow Up Hall 5050. Naprawdę przyjemnie się czyta Pana wywiady. Tak jak pisałam na stronie fb ja czytając je odbieram Ciebie Bartku jako normalnego, skromnego i miłego człowieka, który żyje zgodnie z własnym sumieniem i wie czego chce. Widać, że nie oceniasz innych a potrafisz jeszcze im pomóc i to jest piękne. Bardzo mi się w tych wywiadach podoba Twoja szczerość i to że się nie wstydzisz mówić o tym, że też zdarza się Tobie wstać lewą nogą, że masz gorszy dzień, czy to jak ludzie reagują na Ciebie na ulicy. Fajnie Panie Bartku, że swoją wiedzą i doświadczeniem dzielisz się ze studentami i przekazujesz im cenne rady jak powinni w trakcie takich wystąpień publicznych sobie radzić, czego nie robić czy jakich błędów nie popełniać.Mam nadzieję Panie Bartku, że jeszcze przed Tobą dużo świetnych wywiadów, fajnych projektów np. „Mówiąca butelka” była świetnie zrobiona i fajnie to wyszło jak przemawiałeś jej głosem a reakcja ludzi bardzo pozytywna. Tak na koniec po prostu życzę Tobie Bartku, żeby w końcu ktoś docenił Twój profesjonalizm i 20-letni staż pracy i dał np. własny program w TV może związany z tym co robisz czyli z pogodą i podróżami bo zasługujesz na to Panie Bartku 🙂 🙂 🙂 Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za ten mój długi komentarz 😉 😉 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
INSTAGRAM